Mariusz S.
1/5
WAŻNE: Podobną recenzję wystawiam Hotelowi Galicja, w którym miałem rezerwację, ale wysłano mnie z jakiegoś powodu do Hotelu Tanew
Podróżując spałem w wielu miejscach. Lepszych i gorszych hotelach, pensjonatach, hostelach, motelach, czy kwaterach. Zdarzyły się też namioty, chorwackie akademiki, przygoda na couchsurfingu wśród naprawianych rowerów i noclegi w gruzińskim pociągu nad tabunem papieru toaletowego i pieluch. Spałem nawet na schodkach pod poczekalnią na dworcu w Lublanie. Zazwyczaj jestem bardzo wyrozumiały. Ale wczoraj w Ulanowie w Hotelu Galicja spać się nie dało.
Zacznijmy od tego, że okolica wyadje się ładna, w lesie, tuż nad Sanem. Ale nie mogę powiedzieć na pewno, bo było ciemno. Na bookingu ocena 8,1, czyli w sumie w porządku. Jak przyjechałem to jednak okazało się, że w hotelu trwa impreza co mnie nie do końca pocieszyło, ale dobra, może będzie cicho w samym pokoju. Daję dowód, płacę. I dostaję informację, że mam se iść 300 metrów do innego hotelu - Hotelu Tanew, gdzie będzie mój pokój. Myślę sobie: "Spoko, może tam nie będzie imprezy". Niestety jak zapytałem jak dotrzeć do tego przybytku odpowiedź recepcjonistki brzmiała: "Tam gdzie te kolorowe światała jak Pan przejeżdżał, koleżanka będzie czekać". Jak widać moja sytuacja się nie poprawiła. Postanowiłem jednak zobaczyć jak to będzie. Okazało się, że hotel jest z 200 meteów od "kolorowych świateł" i wesela, więc może nie będzie źle. Może. Gdyby nie to, że w samym hotelu też odbywało się wesele. Chyba najhuczniejsze ze wszytkich. Recepcjonistki nie było, musiałem dzwonić do poprzedniego hotelu, żeby ktoś łaskawie po mnie wyjrzał. Klucz otrzymałem wśród "łubudubu umcy-umcy" po 28 minutach od przyjazdu. A pokój - zgadliście - okazał się tak dźwiękoszczelny jak firanka.
Ponieważ nie było niestety w okolicy jakichś innych wolnych hoteli to uznałem, że jeszcze dam szansę, muzyka zresztą nieco ucichła. Zatem postanowiłem przeparkować samochód.
Jak go zobaczyłem to okazało się, że opiera się o niego jakiś typ koło 60 z butelką wódy w ręce. Poprosiłem zatem, żeby se poszedł, bo będę wyjeżdżał. Ale okazało się, że na klapie bagażnika śpi inny pijany chłystek. I to tak bardzo, że jak trzymałem klakson przez 10 sekund to nawet nie drgnął. W końcu rodzinka odkleiła go od mojego auta i mogłem przeparkować. Przy okazji pomyślałem, że warto zobaczyć, czy moje auto jest całem. Było całe. Ale koleżka zdążył je obrzygać.
Jak się domyślacie zażądałem zwrotu pieniędzy i wolałem jechać ponad 2h do Krakowa niż zostać tam do rana.